Single Blog Title

This is a single blog caption

W Stanach Zjednoczonych mają inflację najwyższą od 1982 r.

Zaraz po Poszukiwaczach Zaginionej Arki, a tuż przed Conanem Barbarzyńcą, E.T i Łowcą Androidów. To wtedy inflacja w USA ostatni raz sięgała tak wysoko, jak dzisiaj. Wtedy, czyli w lutym 1982 r. Tak wysoko, czyli poziomu 7,5 proc. Najnowsze dane są gorsze od oczekiwań, dotyczy to też inflacji bazowej, która rośnie już o 6 proc. w skali roku – to też poziom najwyższy od 1982 r.

Najciekawsza w całej tej sytuacji była reakcja dolara, a raczej jej brak, pomimo że na rynku natychmiast wzrosły oczekiwania dotyczące podwyżek stóp procentowych. Rynek daje już ponad 50 proc. szans scenariuszowi, w którym Fed na najbliższym posiedzeniu w marcu podniesie stopy w sposób nadzwyczajny, czyli o 0,5 pkt proc. w jednym ruchu. Pojawiło się też przekonanie, że do końca czerwca, czyli w ciągu trzech najbliższych posiedzeń, Fed podniesie stopy łącznie o 1 pkt proc. Takie perspektywy wywołały natychmiastową przecenę na rynkach obligacji i akcji. Indeks Nasdaq spadł o ponad 2 proc., a rentowność obligacji dziesięcioletnich urosła ponad poziom 2 proc. pierwszy raz od sierpnia 2019 r. a dwuletnich dotarł do 1,6 proc. pierwszy raz od stycznia 2020 r.

Dolar jednak zareagował bardzo delikatnie, a po godzinie od publikacji danych wręcz tracił na wartości, co wywołało falę komentarzy o tym, że amerykańska waluta straciła siły i skoro nawet takie dane nie są w stanie jej wzmocnić, to znaczy, że teraz będzie już głównie tracić.

Sytuacja zmieniła się kilka godzin później, gdy James Bullard z oddziału Fed w St.Louis powiedział, że rzeczywiście stopy w USA powinny w tym półroczu urosnąć o 1 pkt proc., potwierdzając nowy scenariusz bazowy na rynku. Dopiero wtedy dolar się ruszył i nieco umocnił, ale nadal bez przesady, u nas podrożał raptem o 2 gr do 3,96 zł.

Możliwe więc, że rzeczywiście amerykańska waluta zdyskontowała już wszelkie, dowolnie dramatyczne scenariusze zacieśnienia polityki monetarnej w USA i nie ma siły dalej rosnąć, nawet w sytuacji, gdy realna stopa procentowa w USA jest teraz najniżej w historii ostatnich kilkudziesięciu lat.

Dla nas scenariusz, w którym dolar nie ma już siły rosnąć, byłby korzystny, bo łatwiej będzie się nam walczyć z inflacją, gdy złoty będzie mocny, a dolar słaby, a nie odwrotnie.

Zobacz też: Były minister finansów zabrał głos po dymisji. “Premierowi nie będzie łatwo spełnić deklarację”

2. Cena mieszkania w Warszawie to koszt 23 lat wynajmu

Wszyscy, którzy zastanawiają się, co się bardziej opłaca: mieszkać w wynajmowanym mieszkaniu, czy może kupić je na kredyt, powinni zapoznać się z najnowszymi wyliczeniami ekspertów z HRE Investments. Według nich cena zakupu pięćdziesięciometrowego mieszkania w Warszawie to obecnie równowartość kosztów jego wynajmowania przez 23 lata. Jeśli więc ktoś zamierza korzystać z mieszkania przez dłużej niż 23 lata, to w dłuższym terminie bardziej mu się opłaca zakup i spłacanie rat. Według HRE są miasta, gdzie ten okres jest tak długi, że wydaje się, że kupowanie tam mieszkania dla siebie nie ma sensu – na przykład w Monaco koszty wynajmu zrównują się z kosztami zakupu dopiero po 72 latach. W Belinie, Paryżu, Pradze, Budapeszcie, czy Sztokholmie, to okres trwający dłużej niż w Warszawie, nawet do 44 lat. Z drugiej strony w Dublinie, a także np. w Krakowie koszty wynajmu “doganiają” koszt kredytu już po 11-12 latach.

Oczywiście podejmując decyzję “kupić, czy wynajmować” trzeba brać pod uwagę też inne różnice pomiędzy tymi dwiema opcjami, w tym tą kluczową: w przypadku wynajmowania nie jesteśmy obciążeni kolosalnym długiem, który potem przez wiele lat ogranicza naszą mobilność, a także zdolność kredytową. Z drugiej strony rynek wynajmu długoterminowego jest w Polsce na tyle słabo rozwinięty, że trudno znaleźć oferty z mieszkaniami do wynajęcia na przykład na kilkanaście lat, a ryzyko przeprowadzki czy też zmiany czynszu co kilka lat również może być na dłuższą metę trudne do zaakceptowania.

3. Sting sprzedał prawa do swoich piosenek za około 300 mln dol.

Trwa niesamowita seria upłynniania za gotówkę przez znanych artystów praw do swoich piosenek. Kolejnym, który sprzedał cały swój katalog wszystkiego, co w życiu napisał, jest Sting. Kupującym jest Universal Music Group, który płaci za katalog wg “New York Timesa” około 300 mln dol. a wg “Billboardu” ok. 360 mln dol. Kwota nie została ujawniona oficjalnie. Jest to trzecia najwyższa kwota w tego typu transakcjach, których ostatnio jest coraz więcej. Ten sam Universal kilkanaście miesięcy temu kupił katalog Boba Dylana za 400 mln dol., natomiast pół miliarda dolarów grupa Sony zapłaciła za prawa do piosenek, ale także oryginalne taśmy z nagraniami Bruce’a Springsteena.

Według “Billboardu” katalog Stinga przynosi obecnie około 12-13 mln dol. przychodów rocznie, co daje około 4 proc. rocznej stopy zwrotu z inwestycji.

W związku z rozwojem serwisów streamingowych takich jak np. Spotify zmienił się model biznesowy związany z muzyką: większość przychodów właścicieli praw pochodzi z odtworzeń w tych serwisach, a nie ze sprzedaży muzyki na nośnikach takich jak płyty. Efekt jest taki, że firmom bardziej opłaca się inwestowanie w pakiety piosenek popularnych i dobrze znanych, które ludzie odtwarzają na całym świecie mniej więcej systematycznie, niż w nowych artystów, którzy mogą zrobić karierę, albo mogą jej nie zrobić, czyli są dla branży bardziej ryzykowni. W efekcie tacy artyści jak właśnie np. Sting czy Springsteen mają okazję odebrania za swoje życiowe osiągnięcia naprawdę dużych pieniędzy. Według “New York Timesa” piosenka Every Breath You Take grupy The Police z 1983 r., napisana przez Stinga jest najczęściej odtwarzanym utworem w historii biznesu fonograficznego.

Zobacz też: SpaceX Elona Muska stracił nawet 40 satelitów. Wystrzelono je w burzę geomagnetyczną

4. Właściciel Glovo spada o 30 proc. po wynikach

Fani jedzenia dostarczanego do domu przez firmy, które je dowożą, mogą się teraz poczuć nieco zaniepokojeni, ponieważ okazuje się, że jest to nadal biznes, który nie zarabia. Akcje spółki Delivery Hero na giełdzie we Frankfurcie spadły w czwartek jednego dnia o ponad 30 proc. Była to reakcja rynku na opublikowane wyniki finansowe. Delivery Hero to firma, która jest właścicielem między innymi znanego w polskich dużych miastach serwisu Glovo.

Notowania giełdowe Delivery Hero
Notowania giełdowe Delivery Hero


|
investing.pl

Delivery Hero prognozuje, że w tym roku będzie mieć około pół mld euro straty EBITDA, czyli na poziomie operacyjnym, nie licząc kosztów finansowych, amortyzacji i podatków. Wartość wszystkich zleceń, które obsłuży (tak zwane GMV – gross merchandise value) ma wynieść od 44 do 45 mld euro, a rynek oczekiwał 48 mld, zaś przychody spółki mają się znaleźć w przedziale od 9,5 do 10,5 mld euro, przy oczekiwaniach rynku na poziomie 10,2 mld euro. Czyli środek przedziału jest też nieco poniżej oczekiwań. Biznes więc rozwija się wolniej, niż rynek oczekiwał i wciąż daleko mu do trwałej rentowności.

Zobacz też: Rządowe kampanie pomagają branży reklamowej. Są gigantyczne wzrosty

5. Komisja Europejska ma dla Polski dość zaskakujące prognozy

Polskie PKB ma w tym roku urosnąć aż o 5,5 proc., a inflacja sięgnie średniorocznie aż 6,8 proc. i będzie najwyższa w całej Unii Europejskiej – to nowe prognozy Komisji Europejskiej.

Dość mocno odbiegają one od innych, publikowanych na przykład przez banki, które oczekują wyraźnie wolniejszego tempa wzrostu w okolicach 4-4,5 proc. W przypadku inflacji spore zastanowienie budzi to, że wg Komisji po bardzo wysokim odczycie w tym roku, ma ona spaść w 2023 r. do 3,8 proc., co zdaniem wielu ekonomistów w bankach nie wygląda zbyt prawdopodobnie.

Dla strefy euro Komisja podniosła prognozę inflacji na ten rok do 3,5 proc., natomiast prognozę wzrostu PKB obniżyła do 4 proc. W 2023 r. inflacja ma spaść do 1,7 proc., a PKB ma rosnąć o 2,7 proc.

Leave a Reply